PODZIEL SIĘ ŻYCIEM


   Za dokonywaniem przeszczepów opowiadają się zgodnie: medycyna, polskie prawo, Kościół, a z nim większość Polaków. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest aż tak źle?

   Afera korupcyjna w szpitalu MSWiA spowodowała eskalację w społeczeństwie postaw zachowawczych wobec oddawania i przeszczepiania narządów oraz tkanek. Dotyczy to nie tylko potencjalnych dawców i ich rodzin, ale także lekarzy i samych biorców. Jednak pozytywnym aspektem tego skandalu jest zwrócenie uwagi społeczeństwa na problemy transplantacji w Polsce.

BYŁO NIEŹLE

   Pierwsza nerka przeszczepiona została w Polsce w 1965 r., a serce -w 1985 r. Od tej pory polska transplantologia nabierała tempa. W 1997 r. roku dokonano 650 przeszczepów, a już w 2003 r. było ich dwukrotnie więcej. Lata 2004 i 2005 okazały się pod tym względem najlepsze. Notowano rocznie prawie 700 zgłoszeń zmarłych dawców, ponad 550 pobrań w sumie 1433 narządów, a przeszczepiono 1364 (w 2004 r.) i 1383 (2005 r.) narządy.

   Rok 2006 pod tym względem okazał się nieco słabszy. Zanotowano 604 zgłoszenia zmarłych dawców, od których w wyniku 496 pobrań uzyskano 1327 narządów. Jedynie kolejne 38 narządów pochodziło od osób żywych. Przeszczepiono 1296 narządów 1257 biorcom, z czego 917 osób otrzymało na nowo 937 nerek, a 95 chorych - nowe serce. Więcej niż w poprzednich latach było jedynie przeszczepów wątroby (9) oraz wspólnie: trzustki i nerki (36). Jednak 2006 r. przyniósł ogromny wzrost liczby oczekujących na wątroby. Na 417 zakwalifikowanych do przeszczepu aż 311 zgłosiło się w tym roku. Tak jak w poprzednich latach ok. 2/3 zmarłych dawców stanowili mężczyźni.

   Mimo że nigdy nie było tylu dawców i tylu przeszczepów, ile potrzeba, Polska do 2006 r. nie odstawała znacznie od wielu innych państw europejskich. Zmarłych dawców w UE było 18,8%, a u nas -13% (w rekordowym 2004 r. -14,7%). Rok 2007 zapowiadał się pod tym względem o wiele gorzej. Profesor Wałaszewski, dyrektor Poltransplantu - Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego do spraw Transplantacji w Polsce - prognozował w bieżącym roku jedynie ok. 600 przeszczepów. Na szczęście jednak, głównie dzięki larum podniesionemu przez media, po fatalnym okresie od lutego do kwietnia br. maj okazał się - wg danych Poltransplantu - miesiącem znacznego wzrostu liczby dawców i przeszczepów. Nie zmienia to jednak faktu, że liczba oczekujących na transplantację w porównaniu z początkiem roku zwiększyła się do 1673 osób. Powagi dodaje fakt, że spośród ogólnej liczby 357 chorych oczekujących w 2006 r. na nowe serce 42 zmarło, a ich kolejka od stycznia 2007 r. wydłużyła się już o 49 osób.

BARIERY

   Transplantacje otworzyły przed medycyną nowe możliwości leczenia. Pozwoliły uwierzyć nie tylko w przedłużanie chorym życia, ale nawet w ich powrót do normalnego funkcjonowania. Jednocześnie jednak od samego początku napotykały na bariery natury etycznej i prawnej. Te najczęstsze dotyczą orzekania śmierci potencjalnego dawcy oraz zgody na pobranie od niego narządów.

   Zgodnie z obecnym stanem wiedzy śmierć pacjenta orzeka się na podstawie stwierdzenia śmierci pnia mózgu. W każdym przypadku decyduje o niej zgodnie komisja złożona z trzech lekarzy specjalistów, którzy nie biorą udziału w przeszczepach. Jednak w sytuacji, kiedy rodzice widzą utrzymujące się "czynności życiowe" leżącej przed nimi, już martwej córki, nawet pułk lekarzy ich nie przekona.

   - Czasami rozmawiam z lekarzami i mówią mi, że się lękają orzekać o śmierci. Boją się odium, jakie na nich spada, pomówień, że orzekli za wcześnie lub za późno, bo im ktoś zapłacił. Dla nich, ale także dla wielu duchownych, chorych i potencjalnych dawców jest to moralny problem - gdzie są granice śmierci - mówi abp Władysław Ziółek, metropolita łódzki i członek Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia. Niedawno na pielgrzymce służby zdrowia na Jasnej Górze lekarze zatroskani spadkiem liczby przeszczepów prosili go o wsparcie, konkretne wskazówki ze strony Kościoła. - Chcą orzekać o śmierci i pobierać organy do przeszczepów nie tylko zgodnie z aktualnym stanem medycznej wiedzy, ale także własnym sumieniem - dodaje abp. Ziółek.

   Dyskusja o rzeczywistym momencie śmierci człowieka trwa, lekarze mają skrupuły, a tymczasem tradycyjna metoda przeszczepiania serca daje służbie medycznej jedynie 4-6 godzin od pobrania do dostarczenia go biorcy.

   Jeszcze bardziej skomplikowana jest kwestia zgody na pobieranie narządów. Zgodnie z obowiązującym prawem Poltransplant prowadzi Centralny Rejestr Sprzeciwów, w którym do końca 2006 r. zgromadzono 23 786 oświadczeń. Jeżeli zmarły się w nim znajduje albo w inny sposób oświadczył przed śmiercią swój sprzeciw, sprawa jest zakończona. Podobnie decyzję o pobraniu narządów ułatwia lekarzom oświadczenie zgody zmarłego (niezależnie od tej zgody lekarz musi upewnić się, że zmarłego nie ma w Rejestrze Sprzeciwów). Jeśli nie ma podstaw do uznania sprzeciwu na pobranie, a nie ma oświadczenia zgody - uznaje się zasadę zgody domniemanej, która jednak o niczym nie przesądza. W przypadku konfliktu między prawem rodziny do "ochrony czci" zmarłego a obowiązkiem ratowania przez lekarza - nawet we wszelki możliwy sposób - życia innych ludzi, zawsze wygrywa rodzina. A to, że narządy jednego dawcy mogą czasem uratować życie nawet sześciu osobom, niczego nie zmienia. - Lekarz nigdy nie pyta rodziny o zgodę, bo nie musi, ale zawsze z nią rozmawia. Jeżeli ta nie godzi się na pobranie, dla lekarza jest to wiążące - tłumaczy prof. Wałaszewski. Także nauczanie Kościoła, choć jednoznacznie opowiada się za przeszczepami, nie pozostawia w tej kwestii wątpliwości.

   Warto także choćby wspomnieć o niejasnych przepisach dotyczących przeszczepów od osób żywych oraz dylematach lekarzy w sytuacji ustalania kolejności biorców. Powyższe i inne problemy starają się rozwiązywać centra koordynujące przeszczepy na całym świecie. Praktyka wskazuje jednak, że największe bariery to - jak przekonuje prof. Wałaszewski - nie te prawne czy finansowe, ale związane z ludzkimi postawami i zachowaniami.

TRUDNA SZTUKA DAWANIA

   Większość Polaków deklaruje chęć oddawania narządów, jednak praktyka nieco przypomina znany dowcip o tym, jak góral zapisywał się do partii: z chęcią oddam, ale nie proście!

   Ilość przeprowadzanych w Polsce przeszczepów od osób żywych jest żenująco niska. Chociaż są one obciążone najmniejszym ryzykiem (0,03%) mamy ich jedynie ok. 3%, podczas gdy w tzw. krajach rozwiniętych co druga nerka pochodzi od osoby żywej. - To zastanawiające, bo nie ma na to żadnego racjonalnego wytłumaczenia poza niechęcią do dzielenia się swoim szczęściem - ocenia prof. Wałaszewski i dodaje: -Każdy dializowany jest poinformowany o tym, że nerka, której potrzebuje, może pochodzić od kogoś z jego bliskich, nie tylko genetycznie, ale także np. od współmałżonka. - Są tacy, którzy czekają, myśląc: "po co brać nerkę od osoby zdrowej, jeżeli można wziąć od kogoś, kto umarł". Ci powinni wiedzieć, że dializa nie pozostaje bez wpływu na organizm i późniejsze losy przeszczepu, tak więc im prędzej, tym lepiej - wyjaśnia chcący zachować anonimowość lekarz z Instytutu Transplantologii AM w Warszawie. Tymczasem okres oczekiwania od pierwszej dializy do przeszczepu w 2006 r. wynosił średnio 2 lata i 3 miesiące. O naszej "hojności" może świadczyć także fakt, że na 937 przeszczepionych w 2006 r. nerek jedynie 18 pochodziło od osób żyjących, a 28 osób zmarło, nie doczekawszy przeszczepu.

   Mimo nauczania Kościoła, że po śmierci otrzymamy nowe, przemienione ciało, naszą ofiarność ogranicza także częste przeświadczenie, że nasze narządy przydadzą nam się "po drugiej stronie". - Czasem ludzie każą się spalić, ale narządu nie dadzą, bo trzeba przed Bogiem stanąć w komplecie - śmieje się ks. inf. Edward Majcher z parafii św. Wojciecha na Woli. Mimo że ma już 76 lat bardzo sobie chwali nowe serce, które dostał w 1999 r. po 15 miesiącach oczekiwania. I już poważniej dodaje: - Łatwiej jest wyjąć z kieszeni coś, co po siadamy, niż ofiarować coś, co jest do słownie darem z siebie.

   Wielkim orędownikiem przeszczepów był m.in. Jan Paweł II, który tłumaczył, że ofiarowanie swojego narządu drugiemu, a przez to przedłużenie jemu życia, jest największym aktem miłości.

Źródło: Idziemy nr 23(92) 10.06.2007




KATECHIZM KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO

2296 Przeszczep narządów zgodny jest z prawem moralnym, jeśli fizyczne i psychiczne niebezpieczeństwa, jakie ponosi dawca, są proporcjonalne do pożądanego dobra biorcy. Oddawanie narządów po śmierci jest czynem szlachetnym i godnym pochwały; należy do niego zachęcać, ponieważ jest przejawem wielkodusznej solidarności. Moralnie nie do przyjęcia jest pobranie narządów, jeśli dawca lub jego bliscy, mający do tego prawo, nie udzielają na to wyraźnej zgody. Jest rzeczą moralnie niedopuszczalną bezpośrednie powodowanie trwałego kalectwa lub śmierci jednej istoty ludzkiej, nawet gdyby to miało przedłużyć życie innych osób.
2301 [...] Bezpłatne przekazywanie narządów po śmierci jest dopuszczalne i może zasługiwać na uznanie. [...]

Radek Molenda