Biblia Warszawsko Praska
Bp Kazimierza Romaniuka
Zmień konfigurację
Niektóre opcje:

  Bez polskich liter
  Fragmenty sklejone
  Przypisy
  Numery
    pogrubione
    w nawiasach
 Odnośniki w przypisach:
  pogrubione
  podkreślone
Strona główna

Pewnego razu, gdy tłumy cisnęły się ku Niemu, aby słuchać słowa Bożego, On stał nad jeziorem Genezaret. I oto zobaczył dwie łodzie przy brzegu jeziora. Rybacy z nich wyszli i płukali sieci. Wstąpiwszy do łodzi, która była Szymona, kazał mu odpłynąć trochę od brzegu. A potem, usiadłszy, nauczał rzesze z łodzi. A gdy tylko skończył nauczać, powiedział do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie wasze sieci na połów. Lecz Szymon odpowiedział: Mistrzu, przez całą noc pracując niceśmy nie złowili, ale na Twoje słowo zarzucę sieci. A kiedy tylko to uczynili, złowili bardzo dużo ryb, tak że sieci im się rwały. Dali tedy znak towarzyszom, którzy byli w innej łodzi, żeby im pomogli. A gdy przybyli, napełnili obydwie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr upadł Jezusowi do kolan i powiedział: Panie, odejdź ode mnie, bo ja jestem grzesznym człowiekiem. Osłupiał bowiem ze zdziwienia on i wszyscy, którzy z nim byli, z powodu takiego mnóstwa złowionych ryb. Podobnie zdumieni byli Jakub i Jan, synowie Zebedeusza, towarzysze Szymona. A Jezus powiedział do Szymona: Nie bój się, odtąd bowiem będziesz łowił ludzi. A potem wyciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim. A gdy znalazł się w jednym z miast, oto pewien człowiek, cały pokryty trądem, zobaczywszy Jezusa, upadł przed Nim na twarz i prosił Go mówiąc: Panie, gdybyś chciał, mógłbyś mnie oczyścić. Wtedy Jezus, wyciągnąwszy rękę, dotknął go i powiedział: Chcę, bądź oczyszczony! I natychmiast trąd ustąpił z niego. Potem polecił mu, żeby nikomu o tym nie mówił, lecz żeby poszedł, przedstawił się kapłanowi i złożył ofiarę za swe oczyszczenie - jak to nakazał Mojżesz na świadectwo dla nich. I coraz szerzej rozchodziła się Jego sława. Coraz liczniejsze tłumy przychodziły też do Niego, aby Go słuchać i doznawać od Niego ulgi w różnych dolegliwościach. A On oddalał się na miejsca samotne i trwał na modlitwie. Pewnego dnia, gdy On nauczał, siedzieli również faryzeusze i uczeni w Prawie, którzy przybyli z wszystkich osad Galilei, Judei i Jerozolimy. A w Niego wstąpiła moc Pańska, tak że mógł uzdrawiać. A oto jacyś ludzie przynieśli na łóżku paralityka i zastanawiali się, jak by go wnieść i położyć przed Nim. Nie wiedząc jednak, w jaki sposób mogliby przecisnąć się przez tłum, weszli na dach i poprzez otwór w suficie spuścili go na noszach w sam środek, tuż przed Jezusa. A On, gdy zobaczył ich wiarę, powiedział: Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy. Wtedy uczeni i faryzeusze zaczęli szemrać między sobą mówiąc: Kimże On jest, że pozwala sobie na takie bluźnierstwa? Kto może odpuszczać grzechy, jeśli nie sam Bóg tylko? A Jezus, rozpoznawszy ich myśli, rzekł do nich: A cóż to za myśli wypełniają wasze serca? Co jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczają ci się grzechy twoje czy: Wstań i chodź? Nie zapominajcie jednak, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów; Do paralityka zaś powiedział: Rozkazuję ci: wstań, weź twe nosze i idź do domu. I natychmiast zerwał się na oczach ich, wziął nosze, na których leżał, i poszedł do domu wielbiąc Boga. A wszystkich ogarnęło zdumienie i wysławiali Boga, i mówili przerażeni: Widzieliśmy dziś rzeczy niezwykłe.