Biblia Warszawsko Praska
Bp Kazimierza Romaniuka
Zmień konfigurację
Niektóre opcje:

  Bez polskich liter
  Fragmenty sklejone
  Przypisy
  Numery
    pogrubione
    w nawiasach
 Odnośniki w przypisach:
  pogrubione
  podkreślone
Strona główna

Pewnego dnia, gdy nauczał głosząc w świątyni Dobrą Nowinę, zeszli się arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi i pytali Go: Powiedz nam, jakim prawem to czynisz? Albo kto Ci dał taką władzę? A Jezus odpowiadając rzekł: Ja też zapytam was o coś: Powiedzcie Mi, chrzest Jana pochodzi z nieba czy od ludzi? Poczęli się tedy zastanawiać między sobą mówiąc: Jeżeli powiemy, że z nieba, to zapyta nas: Dlaczegoście mu nie uwierzyli? Jeżeli zaś powiemy, że od ludzi, to cały lud rzuci się na nas z kamieniami. Są bowiem przekonani, że Jan jest prorokiem. Powiedzieli zatem, że nie wiedzą, skąd. Wtedy Jezus rzekł im: To Ja też nie powiem wam, jakim prawem to czynię. A potem opowiedział ludziom taką oto przypowieść: Pewien człowiek założył sobie winnicę i oddał ją w dzierżawę rolnikom, a sam wyjechał na dłuższy czas. W odpowiednim zaś momencie posłał swojego sługę do dzierżawców, żeby mu dali należną część z owoców winnicy. Lecz oni, pobiwszy go, odesłali z niczym. Posłał tedy innego sługę. Lecz oni i tego również pobili, obrzucili obelgami i odesłali z niczym. Posłał trzeciego, a oni go pokaleczyli i wyrzucili od siebie. Wtedy właściciel winnicy powiedział sam do siebie: Co mam zrobić? Poślę mojego ukochanego syna. Jego chyba uszanują. Lecz dzierżawcy, skoro tylko go ujrzeli, pomyśleli sobie: On jest dziedzicem. Zabijmy go, a wówczas dziedzictwo nam przypadnie w udziale. I wyrzuciwszy go poza winnicę, zabili. Co im za to zrobi właściciel winnicy? Przyjdzie sam, wytraci owych dzierżawców; a winnicę powierzy innym. Lecz oni, usłyszawszy to, powiedzieli: Nigdy. Wtedy On patrząc na nich rzekł: Cóż wobec tego znaczy to, co jest napisane: Kamień odrzucony przez budowniczych stał się kamieniem węgielnym? Każdy, kto upadnie na ten kamień, rozbije się; gdy zaś na kogoś kamień spadnie, też zmiażdży go. Uczeni w Piśmie i arcykapłani dokładali tedy wszelkich starań, ażeby Go właśnie zaatakować, lecz bali się ludu. Zrozumieli bowiem, że to do nich skierował to podobieństwo. Pilnując Go tedy, wysłali szpiegów, którzy udawali ludzi pobożnych po to, by pochwycić Go w mowie, a potem wydać w ręce zwierzchności i władzy namiestnika. Postawili Mu takie oto pytanie: Nauczycielu, wiemy, że słusznie mówisz i nauczasz. Nie szukasz niczyich względów, lecz nauczasz prawdziwej drogi Bożej. Czy wolno płacić podatek cesarzowi, czy nie? Lecz On, odkrywszy ich podstęp, powiedział: Pokażcie Mi denara. Czyja to jest podobizna i napis? A oni odpowiedzieli: Cesarza. Tedy rzekł im: Oddajcież więc to, co jest cesarskie, cesarzowi, a to, co Boże - Bogu. I nie mogli publicznie pochwycić Go na żadnym słowie. Pełni podziwu dla Jego odpowiedzi, zamilkli.