Biblia Warszawsko Praska
Bp Kazimierza Romaniuka
Zmień konfigurację
Niektóre opcje:

  Bez polskich liter
  Fragmenty sklejone
  Przypisy
  Numery
    pogrubione
    w nawiasach
 Odnośniki w przypisach:
  pogrubione
  podkreślone
Strona główna

Gdy szliśmy na miejsce modlitwy, zabiegła nam drogę jakaś niewolnica. Była ona opętana przez ducha, który sprawiał, że mogła przepowiadać przyszłość, przez co przynosiła duże dochody swoim panom. Idąc krok w krok za Pawłem i za nami wołała: Ludzie ci są sługami Boga Najwyższego i przychodzą, by mówić wam o drodze, która wiedzie do zbawienia. Powtarzała to samo przez wiele dni, aż Paweł, zirytowany w końcu, odwrócił się i powiedział do owego ducha: W imię Jezusa Chrystusa rozkazuję ci, żebyś z niej wyszedł. I w tej chwili opuścił ją. Lecz ci, do których należała niewolnica, spostrzegłszy, że oto utracili źródło dochodów, pochwycili Pawła i Sylasa, zawlekli ich na rynek przed władzę i stawiwszy przed pretorami, powiedzieli: Ludzie ci sieją niepokój w naszym mieście. Są Żydami i głoszą obyczaje, których my, Rzymianie, ani sami nie możemy przyjąć, ani tolerować wśród nas. Zaraz też zbiegł się tłum wyraźnie im nieżyczliwy, a pretorzy kazali zedrzeć z nich szaty i wychłostać ich rózgami. Po wielu uderzeniach wtrącono ich do więzienia, nakazując strażnikowi, żeby ich dobrze pilnował. Otrzymawszy taki rozkaz [strażnik] wtrącił ich do lochu w samym środku więzienia, a nadto, dla większego bezpieczeństwa, zakuł ich w dyby. Około północy, gdy Paweł i Sylas modlili się i śpiewali Bogu na chwałę, a wszyscy więźniowie słuchali ich pilnie, powstało nagle silne trzęsienie ziemi, tak że całe więzienie zachwiało się aż do fundamentów. Otwarły się też wszystkie drzwi i z wszystkich opadły kajdany. A strażnik, gdy się przebudził i zobaczył, że drzwi więzienia były otwarte, dobył miecza, żeby się zabić; był bowiem przekonany, że więźniowie zbiegli. Ale Paweł zawołał na cały głos: Nie czyń sobie nic złego, bo jesteśmy tu wszyscy! Wtedy [strażnik] zażądał światła, wskoczył [do lochu] i drżąc cały upadł do nóg Pawłowi i Sylasowi. A potem, wyprowadziwszy ich na zewnątrz, zapytał: Panowie, co mam czynić, żeby się zbawić? I odpowiedzieli mu: Uwierz w Pana Jezusa, a zbawisz siebie i cały twój dom. Przedstawili więc naukę o Panu jemu i wszystkim jego domownikom. A on tej samej godziny jeszcze wziął ich w nocy do siebie, opatrzył im rany i przyjął chrzest z całym swoim domem. Potem wprowadził ich do swego mieszkania, posadził przy obficie zastawionym stole i razem z całym swoim domem radował się bardzo, że uwierzył Bogu. Kiedy zaś nastał dzień, pretorzy posłali do więzienia liktorów z rozkazem: Zwolnij tych ludzi. Strażnik więzienia natychmiast oznajmił ten rozkaz Pawłowi, mówiąc: Pretorzy przysłali polecenie, żeby was wypuścić. Wyjdźcie więc z więzienia i idźcie sobie spokojnie. Lecz Paweł rzekł na to: Na oczach wszystkich i bez żadnego sądu biczowali nas, obywateli rzymskich, potem wtrącili nas do więzienia, a teraz cichaczem chcą się nas pozbyć? O, nie! Niech przyjdą tu sami i wyprowadzą nas. Skoro tylko liktorzy powtórzyli te słowa pretorom, ci przerazili się na wiadomość, że mają do czynienia z obywatelami rzymskimi. Przyszli więc co prędzej, przeprosili ich i wyprowadziwszy z więzienia wzywali, aby co rychlej opuścili miasto. Wtedy oni, wyszedłszy z więzienia, wstąpili jeszcze do Lidii, zobaczyli się z braćmi i podniósłszy ich na duchu, odeszli.