|
|
 |
Tymczasem my, bracia, rozłączeni z wami na krótko - nie sercem,
rzecz jasna, ale niemożnością oglądania was wprost - tak bardzo
pragnęliśmy was zobaczyć! Mieliśmy zamiar raz
i drugi - zwłaszcza ja, Paweł - przybyć do was, ale przeszkodził nam
szatan. Bo któż może być naszą nadzieją, radością
albo chlubą? Czyż nie wy będziecie dla nas tym wszystkim przed obliczem
Pana naszego Jezusa w dzień Jego przyjścia? Tak, to
wy [już] jesteście dla nas źródłem i chwały, i radości.
Nie mogąc już dłużej przeciągać tego oczekiwania, postanowiliśmy
sami pozostać [co prawda] w Atenach, [ale]
Tymoteusza, brata naszego i sługę w głoszeniu Ewangelii Chrystusa,
wysłaliśmy do was, aby was podniósł na duchu i umocnił w wierze, żeby się ktoś czasem nie załamał wśród tych ucisków.
Taki jest przecież, jak wiecie, cel naszego posłannictwa. Zresztą przypomnieć wypada, że kiedyśmy byli u was,
mówiliśmy, że będziemy znosić prześladowanie, co też - jak wiecie -
stało się wkrótce potem. Dlatego też, nie mogąc już
dłużej trwać w niepewności, posłałem [Tymoteusza], żeby się przyjrzał
na miejscu waszej wierze, żeby stwierdził, czy przypadkiem nie uwiódł
was kusiciel i czy nasze trudy wskutek tego nie poszły na marne. Lecz teraz - kiedy już Tymoteusz wrócił od was
i przyniósł nam wieści radosne o waszej wierze i miłości, gdy nas
zapewniał o tym, że dobrze nas wspominacie i że pragniecie nas
zobaczyć, tak jak my was - doznaliśmy, dzięki wam,
bracia, prawdziwej pociechy głównie z powodu wiary, w której trwacie
mimo waszych niedostatków i naszego ucisku. Teraz
bowiem - gdyśmy się dowiedzieli, że jesteście wierni Panu i w nas
wstąpił nowy duch. Już nawet nie wiemy, jak mamy
dziękować Bogu za ową radość, którą przeżywamy z powodu was przed
Bogiem. Nadal modlimy się gorąco we dnie i w nocy,
abyśmy mogli wreszcie zobaczyć was osobiście i uzupełnić to, czego
jeszcze niedostaje waszej wierze. Obyż drogę do was
utorował nam sam Bóg Ojciec nasz i Pan nasz Jezus! Pan niech też sprawia, aby było was coraz więcej, aby
miłość - ta wasza wzajemna i miłość do wszystkich ludzi - stawała się
coraz większa i aby była wreszcie taka jak nasza miłość do was; aby umacniały się coraz bardziej wasze serca, iżbyście
byli doskonali i bez zarzutu wobec Boga Ojca naszego w dzień przyjścia
Pana naszego Jezusa wraz ze wszystkimi, którzy do Niego należą.
Na koniec, bracia, prosimy was i polecamy wam bardzo stanowczo
w imię Pana Jezusa, abyście - zgodnie z waszym dotychczasowym
postępowaniem - stawali się coraz bardziej doskonałymi, stosownie do
pouczeń, które otrzymaliście od nas w sprawie doskonalenia się
duchowego i przypodobania się Bogu. Wiecie przecież,
jakie to zalecenia przekazaliśmy wam przez Pana Jezusa. Otóż Bóg chce, żebyście byli świętymi, to znaczy,
żebyście unikali rozpusty, by każdy z was umiał
utrzymać swe ciało w świętości i czci, a nie
poddawał się pożądliwym namiętnościom, jak to czynią poganie, którzy
nie znają Boga. W tych sprawach niech nikt nie
dopuszcza się żadnych wykroczeń ani nie próbuje oszukiwać swego brata,
gdyż powiedzieliśmy wam to już i przestrzegaliśmy was z całą
stanowczością, że Pan sam wymierzy surową karę za wszystkie takie
występki. Powołał nas bowiem Bóg nie do rozpusty,
lecz do świętości. Tak więc kto odrzuca to
pouczenie, odrzuca nie tylko człowieka, lecz Boga, który jest dawcą
Ducha Świętego. Nie muszę wam pisać o potrzebie
miłości braterskiej, gdyż przez samego Boga zostaliście pouczeni, jak
powinniście miłować jedni drugich. Zgodnie zresztą
z tym pouczeniem darzycie miłością wszystkich braci w całej Macedonii.
My zaś ograniczymy się już tylko do zachęcenia was, abyście się w tej
miłości doskonalili coraz bardziej. Starajcie się
zachować spokój, wypełniać wasze obowiązki i pracować własnymi rękami
zgodnie z naszymi uprzednimi zaleceniami. Zachowujcie się też godnie wobec tych, którzy nie
należą do społeczności chrześcijańskiej, i nie bądźcie dla nikogo
ciężarem.
|